| |
O. Jan Mirosław Bereza OSB
MEDYTACJA - MODLITWA SERCA
Każdy, kto zetknął się z tradycją duchowości Wschodu,
zarówno tego bliższego nam jak i dalszego, stawia zwykle pytanie o wartość
modlitwy Jezusowej, która swymi korzeniami sięga najstarszej tradycji chrześcijaństwa,
tradycji wspólnej dla chrześcijaństwa Wschodu i Zachodu. Pytanie to nie jest
obce także Ojcu Świętemu. Przed niedzielną modlitwą Anioł Pański,
trzeciego listopada 1996 roku Jan Paweł II mówił o medytacji zwanej modlitwą
serca, która poprzez powtarzanie inwokacji: "Panie Jezu Chryste, Synu Boży,
bądź miłościw mnie grzesznemu!" staje się jakby oddechem duszy.
"Wypowiadana w głębokości serca, posiada tajemnicze odniesienie wspólnotowe.
Mała modlitwa - jak ją nazywali Ojcowie - jest wielkim skarbem i jednoczy w
obliczu Chrystusa wszystkich modlących się". Papież podkreślił, że
modlitwa ta nazywana modlitwą Jezusową rozpowszechniona została także na
Zachodzie dzięki Opowieściom rosyjskiego pielgrzyma.
Jakkolwiek modlitwa Jezusowa została rozwinięta przez kościoły
wschodnie, to jednak jej korzenie są wspólne także dla modlitwy różańcowej,
którą niekiedy nazywa się modlitwą Jezusową Zachodu. "Dlatego ci, co
szukają drogi do odnowienia całego człowieka i zjednoczenia z Bogiem - pisze
A. Rosenberg - słusznie sięgają po taki przewodnik do ciszy i pokoju. I mogą
to czynić bez obawy - chodzi bowiem w tej metodzie medytacji przekazanej pod
nazwą modlitwy serca o ćwiczenia sięgające w swej istocie i intencji aż w
czasy apostolskie." Posiada ona zatem wymiar ekumeniczny ale ma również
wymiar międzyreligijny bo przecież powtarzanie krótkich formuł modlitewnych
znane jest w wielu religiach, podobnie jak posługiwanie się w modlitwie różańcem.
Dziś wielu młodych ludzi podąża na Wschód poszukując
nauczycieli modlitwy i medytacji. Być może nie musieliby tam podążać, gdyby
ktoś ukazał im ścieżkę modlitwy Jezusowej. "O wiele więcej osób - mówił
Ojciec Święty Jan Paweł II do biskupów francuskich 24 lutego 1982 roku - byłoby
zdolnych do modlitwy myślnej, lecz nikt ich tego nie uczył. Teraz więc, bez
życia wewnętrznego, wierni tracą żywotność, ich modlitwa staje się brzmiącym
cymbałem a praktyka religijna, jeśli istnieje, wyjaławia się." Z tego
też powodu ponowne odkrycie modlitwy Jezusowej uznać należy za łaskę, która
przychodzi w odpowiednim momencie, wybranym przez Boga, abyśmy mogli wypełnić
nakaz Pisma Świętego: "Módlcie się nieustannie" (1Tes 5,16).
Lekcja I - Bądź jak góra
Kiedy się modlisz, bądź jak góra
Nieruchomo osadzona w ciszy.
Jej myśli zakorzenione są w wieczności.
Nie rób niczego, siedź, bądź,
a poznasz owoce płynące z modlitwy.
Tak wielu ludzi skarży się dziś, że ma trudności na
modlitwie. W dużej mierze dzieje się tak dlatego, że zapominamy o naszym
ciele, a przecież teologia chrześcijańska jest teologią wcielenia. To, że
Chrystus przyjął ludzkie ciało wyraźnie potwierdza fakt ważności ciała
ludzkiego w dziele zbawienia. Starcy, którzy nauczali modlitwy Jezusowej dobrze
wiedzieli jak wielką rolę odgrywa ciało w modlitwie. Byli przekonani, że
modlitwa to nie tyle sprawa mówienia czy myślenia o Bogu, ale przede wszystkim
sprawa bycia z Bogiem, dlatego zachęcali, aby modlić się całym sobą. Świadczy
o tym nauka starca Serafina z góry Athos. Młodemu filozofowi z Paryża, który
pragnął uczyć się praktyki modlitwy Jezusowej powiedział: "Przed
rozprawianiem o modlitwie serca - naucz się najpierw medytować jak góra.
Zapytaj ją, co czyni, aby się modlić." Medytowanie jak góra uczy nie
tylko doświadczania istoty samego Bytu, prostego faktu istnienia, ale również
przypomina słowa Jezusa: "Ty jesteś skałą i na tej skale zbuduję Kościół
mój".
Pod koniec XIV wieku, dwaj mnisi z Athos, Kallistus i Ignacy
Xantopoulos w dziele Centuria zebrali naukę Ojców Pustyni i hezychastów, którzy
z modlitwy Jezusowej uczynili podstawową praktykę. Można tam znaleźć słowa
Grzegorza Synaity dotyczącą postawy ciała na modlitwie - "Już wcześnie
rano, usiądź na niskim stołku, sprowadź swego ducha z głowy do serca i tam
go zatrzymaj. Skłoń się aż do odczucia bólu; piersi, ramiona i szyję
silnie natężając, wypowiadaj ustawicznie w swojej duszy i duchu: Panie Jezu
Chryste, zmiłuj się nade mną! Tak oprzesz się pokusom, które ciągle cię nękają".
Lekcja II - Bądź jak kwiat
Kiedy się modlisz, bądź jak kwiat,
Zawsze skierowany ku słońcu.
Jego łodyga jak kręgosłup, zawsze jest prosta.
Bądź otwarty, gotowy przyjąć wszystko bez lęku,
- a nie zabraknie ci światła w drodze
Góra nauczyła młodego filozofa czym jest wieczność i
niezmienność, kwiat nauczył go czym jest przemijanie i znikomość ludzkiego
bytu. Kwiat uczy także postawy ciała (wyprostowany kręgosłup jak łodyga
bardzo pomaga w koncentracji umysłu), ale uczy również skierowania umysłu ku
światłu. To bardzo praktyczne podejście do nauki modlitwy było dobrze znane
w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Często podkreślano wtedy związek między
praxis i theoria. Praxis oznaczało „aktywne życie” chrześcijan,
nie tyle w sensie apostolatu czy pełnienia uczynków miłosierdzia (chociaż
działania te zawierały się w praxis), ale w sensie „wysiłku zdobywania
cnoty”. Theoria, zazwyczaj tłumaczona jako „kontemplacja”,
oznaczała „wizję światła” na podobieństwo wizji apostołów na
górze Tabor. Jakkolwiek wierzono, że jedno i drugie przepełnione jest łaską,
to jednak istniało przekonanie, że na drodze do Boga nie pozostajemy całkowicie
bierni. Uważano, iż theoria nie będzie nam dana, jeżeli nie będzie
poszukiwana. Tradycja Zachodu zna również doświadczenie "wizji światła"
- dzięki św. Benedyktowi, który "zobaczył cały świat w jednym
promieniu słońca".
Podobnie jak kwiat pochyla się pod wpływem wiatru, tak również
psychofizyczny aspekt modlitwy Jezusowej znajduje swój wymiar z praktyce pokłonów.
We wczesnych regułach monastycznych zalecano nawet 100 pokłonów w czasie
modlitwy.
"Róża kwitnie, dlatego, że kwitnie, nie pytając
dlaczego" - pisał Anioł Ślązak - podobnie powinniśmy powtarzać słowa:
"Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!" i nie pytać dlaczego.
Dla studenta filozofii przebywanie wśród kwiatów było również nauką
bezinteresowności na modlitwie, modlitwą dla miłości Boga, który sam jest
nagrodą.
Lekcja III - Bądź jak ocean
Kiedy się modlisz bądź jak ocean,
W swej głębi zawsze nieporuszony.
Jego fale przypływają i odpływają.
Bądź spokojny w swym wnętrzu,
a złe myśli same odejdą.
Taka jest natura naszego umysłu - myśli przychodzą i
odchodzą. Jeśli umysł chcemy opanować umysłem, powodujemy tylko większe
zamieszanie, najlepiej więc pozostawić go w spokoju. Potrzeba ciszy, milczenia
i samotności, aby móc się dobrze modlić, potrzeba także prostoty. Wiedza,
która wszystko analizuje, abstrahuje, uogólnia i ocenia może być wielką
przeszkodą w modlitwie, pozbawia nas bowiem spontaniczności, a w konsekwencji
prostoty i szczerości. Biblii obce jest myślenie pojęciowe, czy teoretyczne w
sensie współczesnym. Podobnie nauczali Ojcowie Pustyni, mimo że wielu z nich
było ludźmi wykształconymi. Postawa ta nie wynikała z wrogości wobec
intelektu, ale z poczucia tajemnicy, czyli niepoznawalności istoty Boga i spraw
boskich na drodze czysto rozumowej, a jedynie poprzez doświadczenie w miłosnym
zachwycie. Czytanie Pisma świętego było podstawowym obowiązkiem mnichów.
Niektórzy znali je na pamięć, przynajmniej Nowy Testament i Psalmy, nie
dyskutowano jednak na jego temat. Świadczy o tym wiele apoftegmatów. Najsłynniejszy
z nich wspomina św. Antoniego Pustelnika, który w czasie dyskusji nad
fragmentem Pisma świętego pochwalił wypowiedź abba Józefa, który powiedział:
"Nie wiem!". Trzeba jednak wiele wiedzieć i wiele doświadczyć, aby
stanąć przed Tajemnicą, do której droga prowadzi często przez noc i ciemności
i mieć odwagę powiedzieć - "Nie wiem!". „Usiądź w milczeniu
i wejdź w ciemność – mówi Pan.”
Rosyjski pielgrzym, po okresie praktyki modlitwy Jezusowej
napisał: "Tak przywykłem do tej modlitwy, że jeśli przez moment
przestaję ją mówić, to czuję jakby mi czegoś brakowało, jakbym coś
utracił. Zaczynam modlitwę i robi mi się lekko i radośnie (...) Myśli, które
kiedyś przychodziły mi do głowy, jakoś same całkiem przycichły i nie myślałem
już o niczym oprócz modlitwy, do której zacząłem nakłaniać mój umysł, a
serce z czasem już samo zaczęło napełniać się ciepłem i jakimś miłym
uczuciem". Bez lęku zatem, mimo trudności, mógł powtarzać słowa
modlitwy: "Panie Jezu Chryste zmiłuj się nad nami!".
Lekcja IV - Bądź jak oddech
Kiedy się modlisz, pamiętaj o oddechu,
Dzięki niemu człowiek stał się istotą żyjącą,
Oddech od Boga pochodzi i do Boga wraca.
Zjednocz słowo modlitwy ze strumieniem życia,
a nic od Dawcy życia cię nie odłączy.
Hebrajskie słowo ruach oznacza wiatr, oddech i Ducha. Oddech
rozumiany był jako tchnienie życia, nadawał moc słowu, które stawało się
jakby obdarzone życiem, miało niejako swój byt, swoje istnienie. Z tego
powodu Ezaw nie mógł otrzymać drugiego błogosławieństwa. Słowo ma tak
wielką moc, że Bóg stwarza świat przez SŁOWO i przez SŁOWO świat zbawia.
Słowo w tradycji biblijnej nie tyle oznacza, co uobecnia, szczególnie dotyczy
to imienia; dlatego też wszystkim epifaniom Boga w Starym Testamencie
towarzyszyło pytanie o imię Boga. Człowiek zaś od niepamiętnych czasów
wzywał imienia Pana, a cała historia Izraela świadczy, że Bóg odpowiadał
na to wezwanie - "Mojżesz i Aaron i Samuel wśród tych, co wzywali Jego
imienia, wzywali Pana, On ich wysłuchiwał".
Teraz może łatwiej nam zrozumieć dlaczego niekiedy słowa
modlitwy: "Panie Jezu Chryste zmiłuj się nad nami!” powtarzano w
rytm oddechu, zgodnie z zaleceniem Jana Klimaka Synaity (żyjącego w VII wieku)
-"Niechaj wspomnienie Jezusa towarzyszy każdemu oddechowi".
Lekcja V - Bądź jak ptak
Kiedy się modlisz bądź jak ptak,
Śpiewający bez wytchnienia przed obliczem Stwórcy.
Jego pieśń wznosi się jak dym kadzidła.
Niech i twoja modlitwa będzie jak gruchanie gołębia
a nie poddasz się zniechęceniu.
Modlitwę medytacyjną określano jako ruminatio czyli przeżuwanie.
Określenie to nawiązywało do Starego Testamentu, gdzie jest mowa o zwierzętach
czystych, które przeżuwają. Św. Augustyn przejmując tą starożytną
tradycję zachęcał do przeżuwania czyli medytowania, "aby być czystym
stworzeniem, nie zaś nieczystym". Najbardziej znanym zwierzęciem, które
przeżuwa jest oczywiście krowa i dlatego często stawiano ją za wzór dla
medytujących. W tradycji hebrajskiej pojęcie medytacji zostało określone
terminem haga. Izajasz posługiwał się nim wyrażając pomrukiwanie lwa,
kwilenie gołębicy czy ryczenie niedźwiedzia. Na górze Athos nie było niedźwiedzi,
lwów, ani krów, dlatego uczono się modlitwy od gołębicy. Ptak uczy wolności,
bezinteresowności, wznoszenia się ponad ziemskie ograniczenia. Gołębica jest
też symbolem Ducha Świętego.
Dziś serwuje się nam gotowe odpowiedzi na wszystkie
problemy, lubimy też mieć wszystko nazwane, określone i opisane. Jest to
choroba prowadząca do duchowej śmierci, bo tak jak ptak schwytany i zamknięty
w naszych dłoniach traci swą wolność i umiera, tak wszystko to, co ujęte i
zamknięte w słowach staje się zwykłą śmiertelną wiedzą. A człowiek z
natury swej jest wolny jak ptak i miłość jest jak ptak, i droga jest jak
ptak, i tysiące innych rzeczy jest jak ptak i potrzebuje wolności, aby żyć i
objawiać w ciszy radość swego istnienia. ”W ciszy i ufności leży
wasze siła’ – mówi Pan.
Ciche monotonne powtarzanie prostych słów modlitwy także
może przypominać śpiew ptaka. Rosyjski pielgrzym, zgodnie z zaleceniem starca
powtarzał modlitewne wezwanie trzy a potem nawet dwanaście tysięcy razy
dziennie. Ta ilość może wydawać się nam czymś absurdalnym. Pielgrzym
jednak wypełnił polecenia swego nauczyciela i doświadczył jak słowa
modlitwy rozbrzmiewają w jego wnętrzu, mimo że formalnie ich nie powtarzał,
w czasie snu, pracy, spożywania posiłków i odpoczynku. Zrozumiał wtedy, co
to znaczy "modlić się nieustannie". "Gorszący początkowo
mechanizm - pisze Walter Nigg - prowadzi w istocie do usunięcia wszelkich zewnętrznych
środków pomocniczych i okazuję się drogą do jednego z najwyższych wzniesień
ducha, do nieustannej modlitwy wewnętrznej." Ojcowie Pustyni posiadali głębokie
doświadczenie modlitwy i nie byli tak naiwni, aby sądzić, że ilość jest
najważniejsza. Powtarzanie prowadzi do zapamiętywania, rodzi habitualną
postawę, jakby nawyk nieustannego pamiętania o Bogu, która sama staje się
modlitwą. Jan Kasjan, który spopularyzował za Zachodzie w swych Rozmowach
naukę chrześcijańskich mnichów z pustyni egipskiej, daje nam wiele cennych
rad: "Bardzo mało modli się ten, kto zwykł modlić się tylko wówczas,
gdy klęczy. W ogóle nie modli się ten, kto nawet klęcząc, daje się odwieść
od modlitwy przez roztargnienie serca. Jacy więc chcemy być podczas modlitwy,
tacy musimy być przed modlitwą.". Dla życia modlitwy ważne jest więc
wszystko, co robimy w naszym codziennym życiu.
Lekcja VI - Bądź jak Abraham
Kiedy się modlisz, bądź jak Abraham
Składający swego syna w ofierze.
Był to znak, że gotów jest oddać wszystko.
I ty pozostaw wszystko,
a w opuszczeniu Bóg napełni cię swą obecnością.
Bóg powiedział do Abrahama: "Wyjdź z twojej ziemi
rodzinnej i z domu twego ojca..." Filon Aleksandryjski jak również wielu
mistyków interpretuje te słowa w duchu ascetyczno-mistycznym, jako
pozostawienie ziemskich nieuporządkowań i myśli. Jan Tauler tekst Księgi
Rodzaju zestawia ze słowami Chrystusa: "Kto ze względu na mnie opuści
wszystko, stokroć tyle otrzyma, a nadto i życie wieczne odziedziczy".
Abraham miał także złożyć swego syna w ofierze, a więc absolutnie
wszystko, co kochał. Bóg nie pragnie ofiar z ludzkiej krwi, ale przyjmuje
gotowość ludzkiego serca do oddania wszystkie w miłośći. Wyrzeczenie się
wszystkiego oznacza całkowite ubóstwo.
Modlitwa Jezusowa wydaje się być jak najbardziej ubogą
modlitwą. Czy można sobie wyobrazić coś bardziej prostego jak powtarzanie
jednego wezwania - "Panie Jezu Chryste zmiłuj się nad nami!"? Być
może łatwiej jest wyzbyć się bogactw materialnych, czy tak ich używać, aby
nie były przeszkodą na modlitwie niż wyzbyć się bogactwa myśli i wyobrażeń.
Ojcowie Pustyni zalecali jednak: "Kiedy się modlisz, nie wyobrażaj sobie
w tym czasie Boga za pomocą widzialnego obrazu. Nie pozwól też twemu rozumowi
chwytać choćby śladu myśli, lecz bądź bezcielesny wobec
Bezcielesnego". W modlitwie wyrzekamy się naszej wiedzy o niebie i ziemi,
o życiu, o miłości, o drodze a nawet wiedzy o Bogu; w modlitwie nie chodzi o
wiedzę o rzeczywistości, lecz o rzeczywistość samą, taką - jaka - jest;
nie o wiedzę o niebie, lecz o niebo samo, nie o wiedzę o miłości, lecz o
zdolność kochania, nie o wiedzę o życiu, lecz o życie całe, nie o wiedzę
o drodze, lecz o drogę, którą można kroczyć, nie o wiedzę o Bogu lecz o
bycie z Bogiem.
Lekcja VII - Bądź jak Jezus
Kiedy się modlisz, to Jezus
modli się w tobie do Ojca w Duchu.
Jesteś niesiony żarem Jego miłości.
Bądź jak rzeka służąca każdemu,
a przyjdzie czas że przemienisz się w Miłość.
Bóg - jak wiemy z Pisma świętego - jest obecny w imieniu.
Gdy więc w modlitwie wymawiamy imię Jezusa, On staje się obecny w nas i między
nami, jest naszym nauczycielem i mistrzem. „Choćby Ci dał Pan chleb
ucisku i wodę utrapienia, twój nauczyciel już nie odstąpi, ale oczy twoje
patrzeć będą na twego mistrza. Twoje uszy usłyszą słowa rozlegające się
za Tobą: To jest droga , idźcie nią!, gdybyś zboczył na prawo lub
lewo.” Cała nasza modlitwa prowadzi to tego, aby mieć świadomość
bliskości i obecności Boga we wszystkim , co nam się w życiu wydarza, zarówno
w tym , co mile i przyjemne jaki w tym, co trudne i bolesne. Ojcowie Pustyni mówili
o chodzeniu w Bożej obecności, o życiu "w obliczu Tego, który patrzy na
nas z wysoka". Powtarzać imię Jezusa, to także wołać: "Maranatha!
(Przyjdź Panie! Przyjdź Panie Jezu!)". Angielski benedyktyn, ojciec John
Main, który w naszym stuleciu odkrył na nowo praktykę medytacji chrześcijańskiej,
zalecał swym uczniom, aby podczas medytacji powtarzali wezwanie:
„Maranatha!”. Dziś istnieje na świecie, zarówno na Wschodzie jak
i na Zachodzie, ponad tysiąc grup medytacyjnych, które praktykują medytację
według zaleceń ojca Johna Maina.
"Nikt nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest
Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić." Dlatego może Ojcowie
Pustyni bardziej dbali o to, aby być z Bogiem niż o to, aby o Nim mówić. Gdy
młody filozof spytał starca Serafina o Jezusa, otrzymał taką naukę:
"By modlić się jak Syn - trzeba byś stał się synem i utrzymywał z
Tym, którego On nazywa swym i naszym Ojcem te same związki bliskości jak on;
jest to dzieło Ducha Świętego, który przypomni ci wszystko, co Jezus
powiedział". Powtarzanie prostego wezwana modlitwy - "Panie zmiłuj
się nad nami!" - to również trwanie z Jezusem na modlitwie w Ogrójcu,
który modlił się "powtarzając te same słowa".
Zakończenie
Góra uczy sensu wieczności,
Kwiat, gdy więdnie uczy przemijania,
Ocean uczy spokoju wśród przeciwności,
a miłość uczy zawsze Miłości.
Zadziwiające i różnorodne skutki rodzi modlitwa Jezusowa w
nas, gdy ją praktykujemy z oddaniem przez dłuższy czas. Wspomina o tym
rosyjski Pielgrzym, który doświadczył wielu błogich pociech, tak samo w
duchu, w odczuwaniach jak i w objawieniach: "W duchu - pisał on -
zaznajemy na przykład słodyczy miłości Bożej, wewnętrznego pokoju,
zachwycenia umysłu, czystości myśli, uszczęśliwiającego myślenia o Bogu.
W odczuwaniu - miłego ciepła serca, słodyczy wypełniającej wszystkie członki,
radosnego drżenia serca, rześkiej lekkości; odczuwamy życie jako przyjemne,
nie trapią nas choroby i troski. W objawieniach - oświecenie, wnikanie w Pismo
święte, rozumiemy mowę stworzenia, czujemy się oderwani od ziemskiego zgiełku,
poznajemy słodycz życia wewnętrznego, jesteśmy pewni bliskości Boga, jak również
Jego miłości do nas".
Każdy z nas może osiągnąć szczyty modlitwy Jezusowej bez
żadnej techniki, poza jedną - "techniką" miłości. Bez niej
modlitwa nic nie znaczy. Modlitwa - jak powiedzieliśmy na początku - jest łaską,
jest więc darem absolutnie wolnym i nas jednak zależy, co z tym darem zrobimy.
Gdzie jest największe dobro, tam najłatwiej zasiać wielkie zło, dlatego
trudno jest spodziewać się wielkich owoców modlitwy bez poważnie
potraktowanej ascezy i wyrzeczenia.
Ostatecznie modlitwa Jezusowa, jak każda modlitwa, jest
wyrazem miłości i do miłości prowadzi. Miłość wystarcza sama sobie, nie
pyta: "Dlaczego?", bo w sobie znajduje odpowiedź i oparcie. Kocham
dla samej miłości i mam odwagę być kochanym. Jedynie miłością może
odpowiedzieć człowiek na bezwarunkową miłość swego Stwórcy i Zbawiciela.
Gdy postępujemy na drodze modlitwy, słowa stopniowo zanikają,
rodzi się cisza, w której objawia się miłość Boga, bo "Bóg jest miłością".
Gdy promieniujemy miłością, wtedy pociągamy innych do Boga, dlatego modlitwa
Jezusowa staje się także największym dziełem ewangelizacyjnym.
[ Jan Mirosław Bereza OSB, Lubiń
]
|
|